WINIETA TYTUŁOWA KWARTALNIKA SEKRETY ŻARu
Strona Główna     Klub ŻARu     Kultura w OM     Nr poprzedni

Foto - Kwartalnik Kulturalny Sekrety ŻARu 1(8)/2005 - okładka

W numerze:

Od Redakcji   >>>

PRZEMYŚLENIA
Orzekanie o literaturze
wywiad z Janem Zdzisławem Brudnickim   >>>

PREZENTACJE LITERACKIE - PROZA
Trzy dni z życia ucznia (opowiadanie)
Paweł Kozłowski   >>>

PREZENTACJE LITERACKIE - POEZJA
Wiersze wybrane - nagrodzone na IV MKMFL
Barbara Turajczyk, Jan Polkowski, Hanna Domańska    >>>

OPINIE - RECENZJE - GŁOSY
Kraków odnaleziony Andrzej Zaniewski
Refleksje zaprzeszłe z warsztatów Klubu Twórczości „ŻAR”  >>>

Krakowska poezja Warsztaty literackie 2004
Krystyna Łagowska i Irena Stopierzyńska  >>>

Nigdy się nie poddam...
Jadwiga Wodzyńska-Bujak - radomska poetka  >>>

FELIETON - „ZAPATRZENIA”
Piotr S. Król - Pani Krysia   >>>

GOŚCINNE ŁAMY
Wiersze Wiesława Janusza Mikulskiego   >>>

IMPREZY I SPOTKANIA
„Magia słowa” - I edycja konkursu recytatorskiego zorganizowanego przez Klub Twórczości „ŻAR”  >>>

LISTY DO REDAKCJI     >>>

OGŁOSZENIA   >>>


Od Redakcji

„Poeta jest podobny księciu na obłoku,
Który brata się z burzą, a szydzi z łucznika;
Lecz spędzony na ziemię i szczuty co kroku,
Wiecznie się o swe skrzydła olbrzymie potyka.”
                             
(Ch. Baudelaire)

Foto - Irena Pursa

     Drogi Czytelniku, zapraszam do lektury kolejnego numeru naszego kwartalnika, pierwszego w tym roku - z nadzieją, iż zainteresujemy Cię jego treściami.
     W ramach PRZEMYŚLEŃ na pewno wzbudzi Waszą życzliwą ciekawość postać Jana Zdzisława Brudnickiego, znanego polskiego pisarza, poety i krytyka, z którym rozmawiała Irena Stopierzyńska-Siek. Jego nietuzinkowe spojrzenie na literaturę może urzekać lub bulwersować, w zależności od indywidualnych poglądów odbiorcy. Na pewno winniśmy podziwiać malowniczą stylistykę wypowiedzi pana Brudnickiego. Nie rwijcie się jednak do naśladownictwa, bo zbyt trudne.
     W cyklu PREZENTACJE drukujemy utwór prozatorski laureata II miejsca w IV Mazowieckim Konkursie Małej Formy Literackiej. Jest nim Paweł Kozłowski, uczestnik ubiegłorocznych zmagań literatów, uczeń jeszcze, który błyskotliwie zadebiutował nowoczesną formą opowiadania (?) lub może pamiętnika - w każdym razie czymś na wzór komputerowego diariusza. Polecamy również ze względu na zręczne manewry językowe, jak to zastosowanie slangu uczniowskiego. W tym dziale zamieszczamy również wybrane utwory poetyckie laureatów konkursu j.w.: Barbary Turajczyk, Hanny Domańskiej i Jana Polkowskiego.
     W ramach OPINII-RECENZJI-GŁOSÓW przyjaciel i mentor naszych literatów Andrzej Zaniewski snuje refleksje zaprzeszłe z warsztatów twórczych Klubu „ŻAR". W dalszej części dowiadujemy się też o osiągnięciach na niwie poetyckiej i nie tylko Jadwigi Wodzyńskiej-Bujak.
     Felieton Piotra Stanisława Króla mówi o pokoleniu Kolumbów, przez pryzmat niezwykłej poetki - Krystyny Łagowskiej. Na równi z naszym felietonistą zadumamy się nad rzeczy naturą - ukrytymi talentami, które potrafią zaskakiwać swoją głębią, jeśli je dostrzeżemy i docenimy. Grzechem byłoby nie zauważyć wśród tłumu Pani Krystyny - osoby nad wyraz skromnej i mimo przeciwności losu oraz niełatwego życia pełnej optymizmu, zawsze skorej do śmiechu.
     Przyszedł do redakcji list od Wiesława Janusza Mikulskiego z Ostrołęki. Nie sposób było pominąć go milczeniem. Nam też spodobały się lekkie, ale znaczące strofy jego wierszy. Zachęcamy zatem do ich lektury (GOŚCINNE ŁAMY).
     W LISTACH DO REDAKCJI znalazło się wspomnienie o poetce Petroneli Pawłowskiej, która odeszła do lepszego ze światów. Pani Petronela była jedną z laureatek I Mazowieckiego Konkursu Małej Formy Literackiej (w 2001 roku).
     Zapraszamy do lektury naszego pisma. Mamy nadzieję, że 8 numer „Sekretów ŻARu” nie zawiedzie nikogo, a tym samym pobudzi do refleksji lub dyskusji.

Irena Pursa

I Powrót na górę I

PRZEMYŚLENIA

Wywiad z Janem Zdzisławem Brudnickim
Orzekanie o literaturze

Foto - Jan Zdzisław Brudnicki

Jan Zdzisław Brudnicki - redaktor, eseista, krytyk literacki, związany z wieloma czasopismami: „Nowym Wyrazem", „Poezją", „Rocznikiem Literackim", „Sceną” i jako wolontariusz z paroma innymi, aż po dzień dzisiejszy. Towarzyszył jako młodszy o dekadę (ur. 1936 r.) jeszcze pokoleniu Współczesności, potem Hybrydowcom, Nowej Fali, a obecnie śledzi dalsze generacje literackie. Pisał recenzje, szkice, sylwetki, sprawozdania ze swoich licznych podróży literackich po kraju. Sporządzał wywiady, publikował rękopisy, redagował książki indywidualne, almanachy, antologie. Wydał książki: „Tadeusz Nowak", „Wiek prozy", „Jerzy Zawieyski", „Pogranicza poezji", „Kartki z dziennika” J. Zawieyskiego i in. Za całokształt dorobku krytycznego otrzymał nagrodę „Czerwonej róży” i „Poezji dzisiaj".

     Red.: Podczas rozmowy na temat tego wywiadu zboczyliśmy na teren filozofii. Może to nie przypadek. Ważne jest przecież, co pisarz myśli o sprawach najogólniejszych. Pytam więc, co Pan myśli o związkach współczesnej literatury z filozofią?

     J. Z. Brudnicki: Nie chciałbym, żeby rozpoczęcie rozmowy pod hasłem filozofii było odczytane, jako mędrkowanie. Chodzi o coś wręcz przeciwnego. Starożytni posługiwali się powiedzeniem Boecjusza: O, gdybyś milczał, byłbyś nadal filozofem. Podoba mi się, że w Heidelbergu jedna z alejek spacerowych nazywa się „Ścieżką filozofów". Bo prawdziwa ufilozoficzniona literatura, czy wiedza - mówią o rzeczy najprostszej. O czymś dotykalnym, doświadczanym codziennie, o czymś tak powszechnym, że umyka uwadze zaaferowanych ludzi. Przecież całą epokę literacką otworzył Mickiewicz „Dziadami", gdzie opisywał stare obyczaje ludu białoruskiego i zauroczenie jego legendami i etosem moralnym studentów.
     Polska literatura jest za mało refleksyjna. Toteż Witkacy objeżdżał po kraju z odczytami „Spróbuj raz koteczku", a miał na myśli próbę skontaktowania się z filozofią w jej wymiarze praktycznym. Pisał na ten temat przez całe życie i starał się wcielić program w życie, nie tyle dla wzbogacenia literatury, ile życia samego: nowych bogatszych jego form, stwarzania się w sferze uczuć, inspiracji sztuką, nowych związków międzyludzkich. Czy to obciąża dzieło? W „Szewcach” - najbardziej ufilozoficznionym utworze - okazuje się, że nie. A jedyność wszystkiego, co się dzieje w człowieku i z człowiekiem, dało mu nowy język i nowy wymiar wszystkiego. Czy u Witolda Gombrowicza filozofia obciąża beletrystykę lub felietony? Nie. A pozwoliła pisarzowi dostrzec całkiem nowy wymiar codzienności, potoczności. Wręcz worek bycia, udawania, sztuczności. W tym zjawiska bardzo groźne, dzikie, nieoswojone na terenie szkoły, rodziny, różnych grup ludzkich, ideologii. Pisarz twierdzi, że prąd egzystencjalistyczny w większym stopniu wypracowała literatura niż filozofia. Jean Paul Sartre zapisał: „Myślałem, że poświęcam się literaturze, gdy tymczasem - naprawdę - wstępowałem do zakonu". Sartre zresztą przestrzega też przed jednowymiarowym traktowaniem literatury, mówi, że są w niej ukryte dwa „oszustwa": czytania i pisania. Ale jednak w każdym wypadku „patrzenie refleksyjne” na świat przyśpiesza rozwój pisarza (jeśli ma on talent) i przekształcenia samej literatury. Tym bardziej, że część filozofów (np. J. Derrida) docenia współpracę literatury, docenia rolę intuicji w poznaniu.
     Dlatego marzy mi się aleja w Warszawie, powiedzmy wokół Arsenału, albo w arkadach Placu Bankowego, na której „ręka w rękę” zostałyby ustawione popiersia naszych wybitnych filozofów i pisarzy o silnych skłonnościach i talentach refleksyjnych, powiedzmy, poczynając od A. Frycza Modrzewskiego, przez Trętowskiego, Lelewela, Mochnackiego, Norwida, Brzozowskiego, Świętochowskiego itd. aż do Kotarbińskiego i Tatarkiewicza.

     Red.: Czy zdaniem Pana są jakieś idee wspólne dla wielu twórców, idee dominujące, które nie są nazywane, ani analizowane, co nie znaczy, że nie mają władzy nad umysłami wielu, a może także nad naszymi?

     Idee wspólne, nieraz zwane duchem czasu, stylem epoki, zapewne są, choć w literaturze liczy się najwięcej to, co indywidualne. Obecnie przybrało to całkiem inną postać. Zawsze były idee i style dominujące. Obecnie wręcz programowo głosi się równorzędność i równoprawność wszystkich idei i chwytów artystycznych. Tak zwany „koniec awangardy", czyli eksperymentu i przodownictwa, postępu i walki o nowe wartości - to okres dobrych rzemieślników, speców od rynku, obrażonych na czasy, które zepchnęły literaturę na drugi plan po kinie, telewizji, rozrywce. U nas dodatkowo skomplikowały przejrzystość kultury czasy przejściowe: podziałów historycznych, zwaśnionych stron, koniunkturalizmu politycznego. W rezultacie wartości, książki, mody - krążą w małych grupach, niszach regionalnych, ideologicznych, światopoglądowych, towarzyskich. Nie ma obiegu całościowego, nie ma stopni do „sławy", autorytetu, a choćby tylko do zarobkowania. Nie jest to powód do zmartwienia. W większym czy mniejszym stopniu zawsze tak było i będzie. Człowiek twórczy jest „zaprojektowany” też do rywalizacji. Oczywiście zaglądająca twórcom do oczu bieda obniża ich możliwości pracy i prezentacji. Na pytanie, w tych warunkach, odpowiem tylko jednym zdaniem. Najogólniej da się twórców podzielić na dwa „fronty". Jedni wchodzą do grupy klasycystów, tych, którzy za żadne skarby nie zerwą więzi z tradycją, jako systemem wartości i nauczycielką twórczości. Drudzy - powiadają: nic mnie nie obchodzi, co było, jakie mam powinności! Świat jest żywiołem, jest anarchią, a rolą artysty, pisarza jest zapisać, co się dzieje. Czasem zwie się tych „młodych drapieżców” chaosowcami. Józef Łoziński w powieści „Sponsor” sugeruje, że misja inteligencji i literatury się skończyła. Ot, pisarz jest sługą kapitalisty i posiadacza. Wykona każde zadanie z pustym sercem i wygłodniałym brzuchem. Przywykły do wyróżnienia. Ale tak czy inaczej zawsze powstanie groteska, bo... taka jest rzeczywistość.

     Red.: Co Pan, jako krytyk, znajduje nowego i wartościowego w utworach młodego pokolenia; nie wykluczam młodych duchem, którzy także bywają nowatorami?

     Literatura młodych brutalizuje się. Przynajmniej ta komercyjna. Chce się przebić przez szum medialny, za pomocą skandalu, szafowania okrucieństwem i egzotyką. Jak to jest w nagrodzonej powieści Wojciecha Kuczoka „Pręgi", o sadystycznej rodzinie topiącej się wraz z domem w szambie. Ponieważ szanowne jury złożone z wielkich i wpływowych tego świata nagradza takie książki - inni idą tymi ślady.
     Z kolei - poezja mówi, że prawda o rzeczywistości jest w obrazach spod budki z piwem. Zupełnie innym tropem, z dala od polityki kulturalnej, interesów grupowych i wydawniczych rozwija się literatura niskonakładowa, zwana „niszową". Wydawana własnym sumptem, za uciułane pieniądze, lub sponsorowana przez litościwych ludzi. W stowarzyszeniach, domach kultury w klubach ukazuje się duża ilość zbiorków indywidualnych i zbiorowych. Czytają je koledzy, znajomi, klubowicze, rodziny autorów, sąsiedzi, uczestnicy biesiad literackich. Nikt nie panuje nad setkami pisemek zwanych nieregularnikami i tysiącami książek. Skądinąd wiem, że poziom ich jest bardzo rozmaity: od kompletnej amatorszczyzny poczynając, przez kulturalne zapisy w formie wierszy, piosenek, prozy, po nieraz bardzo ciekawe i wybitne pojedyncze utwory. To nasze wielkie bogactwo kulturalne w zakresie inspiracji i komunikacji społecznej. Niestety, posiada ono głęboki cień. Tuż nad głowami uczestników ruchu jest betonowy sufit. Przez tę izolację i strefy ciszy nic nie może się przebić ku górze. No bo kto na te samorodne talenty czeka? Kto ma je na wyższym etapie promować? Gdzie mają się pokazać, jeśli nie wpadną w oko sponsorom nagrody „paszporty Polityki"? A nie wpadną. Czeka wypalenie się ich w maleńkim środowisku. Wzajemna adoracja w gronie przyjaciół i klubowiczów. Chętnie bym wysłuchał kogoś, kto ma sposób na rozwiązanie problemu. Czekam na odzew i każdą propozycję przyjmę z otwartymi ramionami...

     Red.: Ambicją niejednego krytyka jest odkryć talent jeszcze nieznany, nie uznany, a dobrze zapowiadający się. Chciałabym wiedzieć, czy zdarzyło się Panu odnaleźć pióro wybitne - prozatorskie lub poetyckie - nieznane czytelnikom i krytykom? Kim są ci, którym przychylna Pana opinia dopomogła zaistnieć w środowisku literackim?

     Wziąłem udział w założeniu stowarzyszenia, które nazywało się Korespondencyjny Klub Młodych. Potem mu liderowałem. Przewinęły się tam setki młodych ludzi. Powstawały grupy poetyckie, pisma, wychodziły serie wydawnicze. O tych, których ceniłem, pisywałem recenzje. Starałem się też popierać ich druk w czasopismach, gdzie pracowałem: w „Nowym Wyrazie” (pięć lat), w „Poezji” (piętnaście lat) i gdzie indziej okazjonalnie. Największą wygraną mojego losu były przyjaźnie literackie. Trwają do dziś. Dla mnie Polska ma zupełnie inny wymiar. Gdziekolwiek jestem, w mieście czy na sielskiej prowincji, mieszkał tam, bądź żyje ktoś znajomy z postury i pióra. To kraina Wilińskiego, Żaka, Kolarza, Danielewskiej już utraconej, Waśkiewicza i setki innych pisarzy, od których czuję niemal rodzinne ciepło. Za okładkami książek widzę ludzi, losy, kariery i niestety - często tragedie. Pisarstwo to bardzo niebezpieczne zainteresowanie! Wielu, wielu odeszło. Krytykowi trudno powiedzieć komu pomógł, komu ewentualnie zaszkodził. Nieraz zupełnie przypadkowo dowiaduję się, że ktoś dzięki mnie debiutował, albo wydał książkę, albo zdobył nagrodę. A nawet - poznał przyjaciela, żonę, dostał mieszkanie, wyjechał pierwszy raz za granicę. Z całą pewnością lansowałem styl indywidualny, wyrazisty, silnie powiązany z regionami, kulturami lokalnymi, z zakorzenieniem w kulturze europejskiej. Popierałem ekspresję bogatą, sięgającą po środki dramatyczne, groteskowe, komediowe. Przedkładałem styl zmysłowy, nie stroniący od eksperymentów, nowinek, gwary środowiskowej, obrazów nadrealnych, onirycznych. Jednym z moich „wypadków przy pracy” była spuścizna poety-nędzarza, kloszarda, który zamarzł żywcem w nie ogrzewanej norze. Chodzi o Kazika Ratonia. Zostawił mi swoją rękopiśmienną spuściznę. Udało mi się wydać ją etapami całą. A potem podsumować wielkim i pięknym tomem, który jest wspaniałym pomnikiem poezji bólu, cierpienia, umierania, poszukiwania nadziei w życiu beznadziejnym.

     Red.: Na koniec pytanie o Pana własną twórczość. Które z książek z bogatego Pana dorobku literackiego poleciłby Pan naszym Czytelnikom?

     W miesięczniku „Poezja” opracowałem kilkadziesiąt numerów tematycznych, tzw. autorskich, o których się mówi, że są wybitne i przynależą do trwałych osiągnięć. Z książek autorskich bardzo osobistymi książkami są monografie pisarzy Tadeusza Nowaka, Jerzego Zawieyskiego, Mirona Białoszewskiego. Udało mi się wydać szkice o prozie tzw. nurtu wiejskiego „Wiek prozy". Ułożyłem parę antologii krytyki literackiej. Zredagowałem dziesiątki almanachów poetyckich i innych książek poetyckich, prozatorskich i krytycznych. Pewnie możnaby się doliczyć setek wstępów do książek cudzych. A i tak jest to 9/10 tego, co się rozproszyło w czasopismach w formie recenzji, szkiców, wywiadów, wydań rękopisów, reportaży, felietonów. Niestety, nie mam cierpliwości na zbieranie tego i układanie w książki, które mają trwalszy żywot. Przemija to wszystko z wiatrem jak pory roku, jak różne style, dekady, fascynacje, chwilowe wielkości i sny o potędze. Archiwa domowe spuchły do niewyobrażalnych rozmiarów. Nie chcę stać się prywatnym archiwistą własnych zasobów. Wolę żywych ludzi, autentyczne zdarzenia i rozmowy, niż papiery. Zresztą papier stracił tak na wartości, a słowo drukowane zdesakralizowało się. Może Sartre ma rzeczywiście rację, kiedy paradoksalnie pisze: „Poeci to ludzie, którzy odmawiają używania języka"?

     Red.: Dziękuję za rozmowę.

     Z Janem Zdzisławom Brudnickim rozmawiała Irena Stopierzyńska-Siek

I Powrót na górę I

PREZENTACJE LITERACKIE
PROZA

Paweł Kozłowski
Trzy dni z życia ucznia
Laureat II miejsca w IV Mazowieckim Konkursie Małej Formy Literackiej w kategorii prozy; wyróżnienie specjalne dla najmłodszego uczestnika konkursu

Dzień PIERWSZY - Zwyczajny

1:38
- Sylwek, nie chrap! Próbuję jeszcze spać... Dość mocny kopniak w łóżko śpiocha poprawił sytuację.

4:33
Chyba ktoś wychodził...

4:49
Chyba ktoś wszedł...

5:00
- Kozioł, wstawaj! Masz do odrobienia polski, angielski, niemiecki, matmę, fizykę, chemię, prawo, przedsiębiorczość, kulturę, statystykę, informatykę, W-F, PO i pedeżet!
- Co... która godzina...?
- Minuta po.
- Po której?
- Po piątej.
- Dobra... zaraz wstaję...

5:16
- Kozioł, menelu! Miałeś wstać i odrobić polski, angielski...
- Dobra, przestań wyliczać, zaraz wstaję...

5:59
Ktoś wszedł.
- Cześć, chłopaki...
- Spadać mi stąd, ja jeszcze śpię...
Ten ktoś wyszedł.

6:51
- No, to Kozioł już na pewno nie odrobi tego polskiego i tej...
- Zamknij się!

7:00
- Dzień dobry, misie kudłate! Wstawać! Jest trzy po siódmej!
Człowiek o grubym i donośnym głosie zapalił światło.
- Panie Kozioł, wstawaj pan, bo zaraz zrobię ci wodowanie i pilota jednocześnie.
- Nie, dziękuję, mam lepsze zajęcia niż lądowanie w deszczu.

7:02
Wstaję. Kurczę, znów lewą nogą. Muszę ją kiedyś unieruchomić.

7:08
- Panie Marcin, chyba będę musiał jednak kupić na pana rozpuszczalnik, boś się pan tak do tej poduszki przykleił, że...
- A, nie, to jest skutek uboczny po wczorajszej libacji... eee, napojowej.

7:12
- Panowie, przyciszcie to łupanie.
- Proszę pana, niech Kozioł już pójdzie nakrywać...
- Nieeee... To dopiero kwadrans po...
Koledzy siedzący w tej chwili na holu zaczęli skandować:
- My chcemy jeść! My chcemy jeść!

7:17
- Paweł, idź już nakryj na dziewięciu, bo to już dwadzieścia po.

7:21
Hołota zbyt wcześnie zeszła na śniadanie.
- Koziołku, nakrywaj szybciej!
- Gdzie jest chleb?
- Gdzie herbata?
- Kto chce porcję?
- Ta herbata jest zbyt słodka!
- Kto nie chce porcji?
Niekończące się żądania chleba, herbaty i przypraw kończą się wreszcie.

7:35
Przychodzę na górę, ścielę łóżko, pakuję się na lekcje i próbuję wydrukować referat na polski, co oczywiście kończy się niepowodzeniem - brak papieru. Wszelkie próby uzyskania go spełzły na niczym.

8:01
Idę na lekcje. Facet od matmy chyba mnie prześwięci...

8:06
Rzeczywiście - facet prześwięcił mnie. Od teraz, aż do końca pierwszej lekcji jestem Gamoń I.

9:16
Matma i statystyka zaliczone. Wcale nam tak dużo dziś nie zadał. W końcu to tylko trzydzieści „piętrowych” nierówności z pierwiastkami i ułamkami nieskończonymi nieokresowymi...

10:05
Idę na drugie śniadanie. Nie powinienem, ale idę. Przymusili mnie do tego.

10:06
Kurczę, ser topiony. Nienawidzę sera topionego.
- Nie ma może masła?
Z okienka wychyla się kucharka.
- Nie, masła nie mamy. Jest marmolada, ser topiony, są brokuły, ale masła nie ma.
- Dziękuję. Ktoś chce za mnie drugie?

10:08
Nic ciekawego się nie dzieje. No, może oprócz tego, że ktoś wyrywa komuś głowę.

10:09
- Wilg... !
- Co, Kozł?
- Nic.

10:11
Kurczę, muszę iść do internatu po zeszyt od angielskiego.

10:12
- Po co ty tu, synku, przyszedłeś? Ja umyłam teraz podłogę i ty mi tu nie będziesz chodził z brudnymi buciorami...
- Ale ja tylko po zeszyt do...
- Zeszyt mogłeś sobie wziąć rano.
Schodzę na dół. W tle słyszę jeszcze rozmowę sprzątaczki z drugą sprzątaczką...
- A, wiesz, kochana, on chciał tu z brudnymi butami łazić, a ja dopiero co wysprzątałam...

10:15
Rozpaczliwie próbuję odrobić angielski na kartce. Niestety...
- Hey, Paweł, what are you doing now?
Przyznałem się bez bicia.
- I... I... I'm doing my homework...
- It's English?
- Yes, that's it. I forgot my notebook, so I'm doing it now on blank paper...
- No, Paweł. You must have it in your notebook, not on a separate sheet.

10:21
Znalazłem mój zeszyt. Niestety, cud się nie stał, i praca domowa nie wskoczyła doń. Nic to, będę musiał się przyznać...

12:46
Za dwie godziny koniec lekcji... Boże, toż to cała wieczność!

14:39
Nareszcie... Lekcje skończyły się. Rezultat: dziś był wybuchowy dzień. Tylko cztery i pół bomby. Huh, przyda się na przysposobienie obronne...

14:58
- Proszę pani, mogę iść na komputery?
- Tak, oczywiście. O której będziesz?
- Myślę, że na czwartą powinienem się wyrobić.
- Dobrze, Paweł.

15:02
W szkole już od progu pracowni komputerowej, potocznie zwanej „czterdzieści pięć", czuć było mroźną atmosferę. Gdy tylko znalazłem się tam, przywitał mnie błagalny głos...
- O! Koziołku, błagam cię, pomóż mi! Tutaj mam taką dyskietkę, która nie chce się odczytać. Co ja mam zrobić?
- Proszę odbezpieczyć dyskietkę i włożyć ją do napędu. Teraz należy kliknąć...
Nie będę się rozgadywał na temat naprawy zużytych dyskietek. Doprowadzanie nośnika do stanu używalności zajęło maszynie około sześciu minut, po czym dało się usłyszeć skierowane w moim kierunku słowa pochwalne. W czasie tych zajęć naprawiłem również inne szkody, takie jak brak internetu czy niemożność zalogowania się. Cóż, nie było Wojtka, więc musiałem go zastąpić...

15:14
- Jest tu Kozł?]
- Jest.
- Kozł!
- Co, Wilg?
- Masz może moją pytkę?
- Tak, mam. Chcesz ją teraz, czy wysłać ci ją kurierem do domu?
- Chcę ją teraz.

16:05
W naszej grupie kręcono kolejny film z cyklu „Hospitacja", pod tytułem „Jak bronić się przed używkami". Scenariusz i reżyseria: pani Alicja Kędziorek.

16:45
Serial zakończył się. Idę spać...

16:49
Ktoś mnie budzi...
- Paweł, obudź się. Teraz są odrabianki. Spać możesz w nocy...
- Pani Elu, ja jestem zmęczony... Nie spałem od piątej rano...
- To co ty robiłeś???
W głosie pani Eli słychać było wyraźne zdziwienie.
- Musiałem odrobić polski, angielski, niemiecki...
Wtrącił się Sylwek...
- Ciekawe! Spał do siódmej, jak suseł!
- Ty się ucisz, człowieku, bo inaczej ja cię uciszę!
- Nie.
- Powiedziałem...?
- Nie!
- Zamknij swój bebzun!
- Zamknij swoje rogi!
Wymierzyłem kolejny dziś kopniak, skierowany w stronę Sylwka. Nie chybiłem, i chyba go to zabolało, bo zrobił się nieco agresywny, po czym obraził się na mnie.
- Sylwuś, obraziłeś się...?
- Tak.
- Na ile... ?
- Do odwołania!
- Dobrze.

17:24
- Paweł, idź nakrywać.
- Niech Windows idzie, ja nakrywałem na śniadanie.
Na moje szczęście, Windows zrehabilitował się i poszedł nakrywać. Sprzątać jednak musiałem sam.

17:48
Mam sporo spraw do załatwienia. Muszę iść do sklepu muzycznego, muszę zreinstalować system na komputerze grupowym, muszę zainstalować w kawiarence program szachowy (w ogóle muszę zagadać z SzachBem'em)... Jezu, ja się nie wyrobię do siódmej za Chiny ludowe!

19:07
Oczywiście, nie wyrobiłem się. Sklep muzyczny już dawno zamknięty, a jeśli chodzi o komputer grupowy, to dopiero teraz zauważyłem, że go nie ma. Z SzachBem'em gadałem prawie półtorej godziny o sprawach czysto komputerowych.

19:31
Hmm... nudzi mi się. Chyba trzeba będzie odrobić kiedyś lekcje. Mam do wyboru dwie możliwości: dziś wieczorem albo jutro o piątej rano. Jestem bardziej przychylny ku tej drugiej opcji...

20:16
- Paweł, idź się myć.
- Nie mogę posiedzieć jeszcze pól godziny...?
- A nie możesz się teraz iść umyć?
- No, proszę pani, ja popracowałbym tu jeszcze na tym pececiku przez jakieś pół godzinki...
- Dobrze, ale za równe trzydzieści minut idziesz się myć.
- Dobrze.

20:46
- Paweł, pół godziny minęło.
- Dobrze, zaraz idę się myć, ale najpierw pójdę w pewne miejsce...
W zamyśle pani Eli miała to być toaleta, w moim zaś - pomieszczenie o numerze 177, gdzie zawsze rozmawiam z redaktorem naszej gazetki szkolnej o sprawach czysto prasowych, przeplatanych pecetami, a czasem i Macintosh'ami. To drugie jednak bardzo rzadko jest przedmiotem naszych rozmów.

22:05
Ukoronowaniem mojego dnia pracy jest praca na komputerze redakcyjnym, mycie się, praca na komputerze grupowym, rozmowa z kolegami (będąca jednocześnie przeszkadzaniem wychowawcy nocnemu) i pójście spać o godzinie 23:30. Ostatnio jedna pani musiała opowiedzieć Marcinowi bajkę-rymowankę na dobranoc, żeby klient w ogóle uspokoił się...

Dzień DRUGI - Piątek trzynastego

07:00
Drzwi otwierają się i zapala się światło.
- Dzień dobry, chłopcy, wstawajcie!
Osoba, która przywitała ciepło nasze nieprzytomne buźki, szybko ulotniła się.
- Boooożeeee! Kto budzi mnie o siódmej w nocy!?
- Kozioł, wstawaj. Minuta po.
- O której wstałeś?
- O wpół do.
- Wpół do której?
- Wpół do siódmej.
- Święto lasu! Sylwester wstał później niż ustawa przewiduje! Sylwek, co się stanęło?
- Nie chciałeś, żebym cię budził...

07:02
Wstałem lewą nogą.

07:05
W łazience woda jest zimna. Ba, LODOWATA! Nienawidzę niskiej temperatury. Nie dosyć, że mam katar, to jeszcze każą się myć w zimnej wodzie. Chyba zacznę żyć w brudzie. W końcu od tego nikt jeszcze nie umarł, a przez odmrożenie przynajmniej kilka osób. Ponoć częste mycie skraca życie.

07:07
Zapomniałem wziąć ręcznik z pokoju.

07:09
Okazało się, że okradziono mnie z ręcznika - albo pożyczę od kogoś ręcznik, albo pójdę na lekcje jako koza w sosie własnym. Brrr...

07:13
Udało mi się dotrzeć do pokoju (niestety na mokro) i skorzystać z awaryjnej wycieraczki. Muszę uważać - to ostatnia. Jeśli ją ewentualnie zgubię, zostanie mi tylko papier toaletowy i chusteczki higieniczne.

07:22
Huh! Zdążyłem pościelić łóżko.

07:46
Niestety, nie mogłem nie spóźnić się na lekcje. Zresztą nigdy nie mogę tego dokonać. Już parę razy miałem przez to kłopoty. Muszę coś wymyślić.

07:59
- Proszę pana, przepraszam bardzo za spóźnienie, ale musiałem wydrukować...
- „Musi” to na Rusi, a w Polsce - jak kto chce!
- Ale pszpana, ale ja musiałem na polski...
- Zamilcz, koźle marny! To twoje trzynaste spóźnienie! Masz już u mnie zagwarantowaną pałę na semestr.

11:06
Oprócz tego, że dostałem pałę z kultury, dostałem również złe noty z innych przedmiotów, na przykład z polskiego, z angola i z WF-u. Wszystko to za nieodrobione prace domowe. Nic to, trzeba się otrząsnąć i iść na drugie śniadanie. Dzisiaj specjalność zakładu - zielone jabłuszko na surowo!

11:38
Rozbolał mnie brzuch. Dziwne, zjadłem tylko osiem jabłek. Zazwyczaj żołąd dokazywał po dwunastu owocach. Nie przyglądałem się im dokładnie, ale chyba nie były robaczywe. Dostałem dwie pały z matmy - jedną za brak pracy domowej, drugą - za brak jakiegokolwiek matematycznego wyposażenia.

13:18
Już po lekcjach. Niedługo będę jechał do domu. Okropnie boli mnie brzuch. Boli mnie do tego stopnia, że muszę iść do toalety.

14:27
Właśnie odjeżdża mój pociąg, a ja siedzę na kiblu i rodzę kreta. Dzwonili po sanepid. W weekend mają sprawdzać naszą kuchnię w poszukiwaniu pcheł, wesz, robactwa i innego świństwa.

14:29
- Co tak królujesz?
- Przez sentyment do jabłek.
- Właśnie widać. Zjadłeś dzisiejsze drugie, prawda?
- Konkretnie osiem, a co?
- Jabłuszka były z przemytu. Nafaszerowano je nielegalnym, przeterminowanym lekiem na niewydolność układu odbytowego.
- Skąd ty wiesz takie rzeczy?
- Znajomości i internet...
- Jakie są skutki uboczne?
- Najpierwej nasilający się ból brzucha. Po dwóch godzinach ostra, kilkudziesięciominutowa biegunka, potem spokój przez dobę. Na deser przyjdzie Ci puszczać bardzo smrodliwe dymy przez okres... hm... około tygodnia.
- Niech tylko poczekają, Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami zainteresuje się nimi!

15:57
Pierwsza część „rekonwalescencji” za mną. Na szczęście znalazłem W szafce pieniądze, przeznaczone na internat. Ubrałem się więc szybko i pobiegłem na Centralny...

16:40
- Dzień dobry, czy ja mogę poprosić bilet na ekspres do Gdańska o siedemnastej trzydzieści?
- Czy panu jakieś zniżki przysługują?
- Tak, tu są wszystkie dokumenty, a jakby tak jeszcze fakturę mogła pani wypisać...
- Hmmm... hmm... dobrze. Trzydzieści osiem trzynaście.

17:10
„Pociąg ekspresowy Heweliusz, z Warszawy Zachodniej do Gdyni, przybędzie opóźniony około trzynastu minut. Za opóźnienie pociągu wszystkich oczekujących przepraszamy. Jednocześnie informujemy, że opóźnienie może ulec zmianie...” - nie podoba mi się to.

17:43
Pociąg przyjechał bez dalszych opóźnień. „Przypominamy, że w czasie biegu pojazdu zabrania się zbierania grzybów w pobliskich lasach!” - słychać z głośnika.

19:49
Stoimy w polu. Ktoś ukradł elementy trakcyjne, czy jak to się tam nazywa. Przez najbliższą godzinę jesteśmy uwięzieni w pociągu. No, chyba, że ktoś woli z buta.

22:01
Szczęśliwie dojechałem do domu.
- Mamo, ostrzegam: radzę nie przebywać w moim towarzystwie przez najbliższe osiem tygodni. Dzisiaj zjadłem jabłka, do których ktoś nawalił jakichś starych leków. Jutro idę do doktora.

22:22
Po przyjściu do domu momentalnie poległem na moim materacu i zająłem się czytaniem lektury - „Stary człowiek, a może” Edka Hajmenłeja.

23:59
Podekscytowany do granic nieprzytomności nareszcie zasnąłem...

Dzień TRZECI - Urlop

10:27
Wstaję. Mam katar - to chyba od tych jabłek. Ciekawe, czemu kwiatki przybrały bardzo miły dla oka, cytrynowy kolorek.

10:31
Dzwonił Żyleta. Powiedział, że wpadnie na chwilę z grami. Przy okazji zjadłem śniadanie - ciastko z dziurką.

10:48
Żyleta uciekł szybciej, niż wszedł. Na szczęście zapomniał o swoich płytach. Przynajmniej będę miał coś do roboty.

11:03
Przyszedł listonosz. Poradził mi, żebym wywietrzył mieszkanie. Czyżby już się zaczęło?

11:40
Dzwonił pan Mietek - nasz dozorca. Poprosił, żebym jednak pozamykał okna. Egoista...!

11:57
Idę do lekarza. Mam nadzieję, że nie zasmrodzę dzielnicy.

12:38
Lekarz orzekł, że da się załagodzić skutki choroby, na którą cierpię. Mówił coś o pupolipach-pasoritusach, które ponoć zagnieździły się w moim organiźmie. Nie zjem już jabłka z przemytu. Chyba...

12:59
Byłem w aptece i kupiłem buteleczkę z czarnym, gęstym płynem. To wygląda jak środek owadobójczy roboty mojej ciotki, z tą różnicą, że jej nawozy poruszają się (kiedyś jeden z eksperymentów po prostu rozbił naczynie, w którym siedział).

13:00
Fuj, jakie to niedobre! To chyba robota ciotki.

13:15
Oglądam telewizję. Trzeba chyba upichcić jakiś obiadek. Dobrze, że mama zostawiła mi zupki chińskie.

13:23
Kolega przysłał mi SMS-a. Napisał, że mamy sporo zadane. Napisałem mu, że już o tym wiem (czego innego można się spodziewać po nadgorliwym matematyku?).

13:48
Chyba się zdrzemnę...

15:21
Czyżby moja mama wróciła?
- Paweł, otwórz okno!
- Pan Mietek prosił, w imieniu pozostałych lokatorów, żebym jednak tego nie robił...

15:50
- Alfred pytał, czy przyjdziesz zobaczyć jego nową pchlarnię.
- Już ją złożył?
- Tak.
- Widziałaś ją?
- Wiesz dobrze, jak reaguję na robactwo.
- Tak samo, jak na muzykę hip-hop...

17:43
Po powrocie od Alfreda od razu napuściłem ciepłej wody do wanny, a i sam wrzuciłem się doń. Umiem robić bąbelki bez zużywania mydła!

18:58
Za chwilę Akta w TVM. Muszę zobaczyć, jak Afrykańce walczą z Aribami.

21:09
Po Aktach i ulubionym tasiemcu przyszedł czas na gry. Ciekawe, co dziś króluje u Żylety...

21:43
Jeden z programów nie chciał się uruchomić. Drugiego nie można było odczytać. Na szczęście miałem w co grać, ponieważ dwie z czterech płyt działały prawidłowo.

01:59 dnia następnego
Idę spać. Moja mama chyba znowu ogląda kolejny (już nie liczę) odcinek tasiemca pod tytułem „Zbuntowany diabeł".

I Powrót na górę I

PREZENTACJE LITERACKIE
POEZJA

Barbara Turajczyk
(II miejsce równorzędne)
OBRONA RYMU

Wolny wiersz -
to logiczne, mądre przemyślenia.
Wolny wiersz -
to pięknie sformułowane marzenia.
Tak mówią sławni, dzisiejsi poeci -
i jeszcze dodają, że tylko grafoman
z rymem wiersze „kleci".
Cóż ty na to - skromny rymopisie?
Czy obronisz rymy w swych wierszy zapisie?
Na te zarzuty odważnie odpowiem -
myślą, co kryje się w siwej
mej głowie, że poetą jest
każdy człowiek, co umie piękno
wydobyć spod powiek, z głębi serca
z rozumnego myślenia - a Kto zechce
niechaj wartość Poety - o c e n i a!

Jan Polkowski
(II miejsce równorzędne)
SPOWIEDŹ

Zamyślony gronostaj
spleciony gałęźmi tajemnic
jak uduchowiony sędzia
przeszywa na skroś

Przyznaję się że zgrzeszyłem
do win świeżych
jak ogień płonących
w zatrwożonym sercu

Ostrza języka
jątrzącego zaschnięte rany
uczynków zawieszonych
w kosmosie bólu

Nie oczekuję przebaczenia
nie pytam
bo wszystko jest pytaniem...
i odpowiedzią...

* * *

POZERSTWO

Wyrafinowana przyjaźń
to kontrolowany odruch
człowieczego serca

Zapala się zachłannie
potrzebą chwili
jeszcze szybciej przemija

Hanna Domańska
(III miejsce równorzędne)
NIEŚWIADOMOŚĆ

Jak dobrze jest jeszcze
wszystkiego nie wiedzieć
I jeszcze... poznawać
I jeszcze... się dziwić
Zachwycać się nawet
maleńką biedronką,
łzą nocy na liściu,
czerwienią błyskawic.
Jak dobrze jest jeszcze
wszystkiego nie wiedzieć
iść ufnie przed siebie
a w dłoniach nieść serce
odkryte,
nie zmięte pod płaszczem.
Nie szukać złych cieni
w zaułkach źrenicy,
i jeszcze... móc wierzyć
i jeszcze... móc kochać
jak dziecko.

* * *

JARMARK

A w świątyni jarmark
Pytania: za ile?
I za co?

Targowanie Baranka
by w ofierze Go złożyć
...za grosze.

I Powrót na górę I


OPINIE - RECENZJE - GŁOSY

Andrzej Zaniewski
Kraków odnaleziony
Refleksje zaprzeszłe z warsztatów Klubu Twórczości „ŻAR”

     Spotykamy się co roku, w różnych miejscach... A to pod starym dębem w Owińskach koło Poznania, a to w drewnianej karczmie w pobliżu Zakopanego. Tym razem nad brzegiem Wisły, na ulicy Tynieckiej 7 na Podgórzu w Krakowie. Jasny, nowoczesny gmach przez 6 dni był naszym domem, w pełnym słowa tego znaczenia... W pobliżu, kilka numerów dalej, w oryginalnej willi mieszkał podczas okupacji niemieckiej młody mężczyzna, stąd dojeżdżjący do pracy w kamieniołomach. Nazywał się Karol Wojtyła. Czy dla nas ta wiedza miała jakieś znaczenie? Chyba tak. Wielki metafizyczny poeta, teolog, myśliciel, obecny papież, towarzyszył nam dyskretnie przez cały czas pobytu. Nie tylko on zresztą, bo i cienie Wyspiańskiego, Przybyszewskiego, Kasprowicza, Malczewskiego, Podkowińskiego, Matejki i mistrza Twardowskiego, i Długosza, i Fausta, który podobno tu był i tych wszystkich wspomnianych, wybitnych, otaczanych czcią, tworzących narodową kulturę, a więc naszą przeszłość i przyszłość.
     Kilkudziesięcioosobowa grupa uczestników warsztatów z warszawskiego Klubu „ŻAR", w poszukiwaniu inspiracji twórczej była niemal w nieustannym ruchu, wyszukując to, co w tym mieście najciekawsze, wartościowe, zadziwiające. Wawel, Kościół Mariacki, sanktuarium w Łagiewnikach, Kościół św. Stanisława Na Skałce, Kazimierz, Sukiennice i rynek, Wierzynek i Jama Michalikowa, Opactwo Benedyktynów w Tyńcu... O Smoczej Jamie i spacerach nadwiślańskimi bulwarami już nie wspominam, bo były to szlaki bliskie i odwiedzane codziennie.
     Dla poetów, czy raczej pisarzy z sekcji literackiej hasłem wywoławczym stał się Kraków, przy czym każdy odnajdywał to, co było mu najbliższe, co najbardziej fascynowało, zachwycało. Codziennie też, podczas spotkań w przytulnych, klubowych salach na pierwszym piętrze omawialiśmy najnowsze poetyckie notatki, analizowaliśmy wiersze... Odbywały się warsztaty literackie i dyskusje o zamierzeniach i planach twórczych, a także indywidualne konsultacje. Wiele uwagi skupiały problemy wydawnicze, padały pytania o możliwości wydania własnego tomu wierszy, o znaczenie debiutu, o warunki przystąpienia do profesjonalnych związków twórczych. Warto podkreślić, że dorobek książkowy pisarzy zrzeszonych w Klubie Literackim „ŻAR” jest już na tyle oryginalny i znaczący, że sprawy te już stają się aktualne...
     Własne tomy wierszy posiadają już: Iwona Zielińska-Zamora, Irena Stopierzyńska-Siek, Józef Wawroń, Irena Grzymała. Przygotowane do wydania książki mają już: Andrzej Roch Żakowski, Jan Polkowski, Jadwiga Wodzyńska-Bujak, Krystyna Łagowska, Hanna Domańska, Jarosław Gniatkowski.
     Na szczególną uwagę zasługuje spotkanie autorskie Andrzeja Rocha Żakowskiego w Domu Kultury Polskiego Związku Głuchych. Autor przyjęty został przez zebranych entuzjastycznie (przyp. red. - sprawozdanie ze spotkania autorstwa Małgorzaty Woźniakowskiej ukazało się w poprzednim numerze „Sekretów ŻARu").
     Obok sekcji literackiej wielką aktywność wykazywała sekcja wokalno-instrumentalna, która wspaniale urozmaicała wieczorne spotykania śpiewem i muzyką.
     Podsumowaniem warsztatów stał się wspólny spektakl wszystkich uczestników. Teatr „SeKreT” - czyli Andrzej Chutkowski wraz z zespołem zaprezentowali własną, bardzo ciekawą wersję „Balu w Operze” Juliana Tuwima. Na ten spektakl, w wykonaniu: Barbary Chutkowskiej, Zofii Juchniewicz, Bogusława Dąbrowskiego, Urszuli Lauferskiej, Zofii Harasiuk - wszyscy czekali z wielkim zainteresowaniem. Również wiersze poetów, napisane podczas pobytu w Krakowie, a czytane przez Irenę Pursę oraz autora tych wspomnień, zwracały uwagę swym zamkniętym kształtem, dopracowaniem warsztatowym, wydobyciem wątków intelektualnych i lirycznych, umiejętnie zaaranżowaną wewnętrzną atmosferą. W wieczornym spotkaniu, które przeciągnęło się do późnych godzin, uczestniczyła też znana krakowska poetka Lidia Zukowska.
     Żegnaliśmy Kraków nie bez żalu. Zarówno moja żona Amanda, która zebrała tu sporo pomysłów malarskich, jak i mój syn - też Andrzej, który donośnym głosem pobudzał niekiedy zabranych, jak i ja, zapamiętamy ten wyjazd na długo. Sądzę też, że wszyscy, zarówno poeci, aktorzy, jak i muzycy, śpiewacy oraz działacze Polskiego Związku Niewidomych, odnaleźli tu miejsca ważne dla siebie, że zafascynowała ich atmosfera jakże różna od warszawskiej, tak nam przecież bliska, poznawania własnej historii i własnych zapominanych korzeni, zbliżania się do źródeł i do swych zagubionych kiedyś marzeń.

„Krakowska poezja”
Warsztaty literackie 2004

Krystyna Łagowska
PRZYWOŁANA

W komnacie półmrok tajemniczości
Blask świec migotliwy
Na ścianach drżące cienie postaci
Nieodgadniona siła
Wyobraźni potęga
Tajemna wiedza
Nieznane czary
Twardowski przywołał
Ducha Barbary.

Irena Stopierzyńska
OGRODNICZKA

Kiedy Faustyna przycinała róże,
kolec ostry i twardy
wbił się w mały palec.
Tę kroplę bólu, jak zwykle,
oddała swemu Panu,
a On potem, w kaplicy
siostrze podziękował,
bo w Jego cierniowej koronie
złamał się jeden kolec,
wbity był najgłębiej
i najmocniej krwawił

Od red.: Na tym kończymy publikację wybranych utworów poetyckich z ubiegłorocznych warsztatów krakowskich. W poprzednim numerze „Sekretów ŻARu” (4[7]/2004) opublikowaliśmy wiersze - oprócz powyższych autorów - także: Jarosława Gniatkowskiego, Ireny Grzymały, Jana Polkowskiego, Ireny Pursy.

I Powrót na górę I

OPINIE - RECENZJE - GŁOSY

Nigdy się nie poddam...
Jadwiga Wodzyńska-Bujak - radomska poetka

     - Nigdy się nie poddam, nie siądę i nie zacznę płakać. Nie wolno tego robić, bo sztuką jest poderwać się i czerpać z życia radość - mówi Jadwiga Wodzińska-Bujak, radomska poetka, która od 30 lat należy do Polskiego Związku Niewidomych w Radomiu.
Foto - poetka Jadwiga Wodzyńska-Bujak     Pani Jadwiga jest ekonomistką. Przed niemal 30 laty musiała zrezygnować z pracy zawodowej i przeszła na rentę. Przestała widzieć na prawe oko, lewe jest bardzo słabe, ale służy Pani Jadwidze do realizowania życiowej pasji. Tworzy więc utwory literackie, głównie poezje, prozę poetycką, modlitwy.
     - Twórczość pozwala mi czuć się potrzebną, oderwać się od problemów, pomaga w chwilach załamania. Dzięki poezji dostrzegam piękno przyrody, otaczającego mnie świata, ludzi.
     Początkowo pisałam sama dla siebie. Moje wiersze czytała tylko rodzina i znajomi, a do tego grona należał też świętej pamięci biskup Jan Chrapek. Po jego tragicznej śmierci napisałam „Ostatnią rapsodię". Od spotkania z Robertem Grudniem (dyrektorem festiwali muzycznych) zaczęła rozkwitać kariera literacka pani Jadwigi. Po raz pierwszy szersza publiczność poznała jej twórczość przed trzema laty podczas koncertu „Varsovia viva” w kościele Ojców Bernardynów w Radomiu. Od tego czasu Jadwiga Wodzyńska-Bujak jest jedną z najbardziej zapracowanych i aktywnych radomskich rencistek. Bierze udział w licznych konkursach, festiwalach, spotkaniach literackich i zdobywa nagrody oraz wyróżnienia, m.in. w Mazowieckim Konkursie Małej Formy Literackiej, Konkursach o Pióro Oficyny Wydawniczej „Tad-ad".
     W ubiegłym roku znalazła się w gronie 18 zwycięzców I Międzynarodowego Konkursu Poezji z okazji 25-lecia pontyfikatu Jana Pawła II. Startowało w nim 2548 twórców.
     Ostatnim sukcesem jest znalezienie się w grupie ośmiu laureatów Ogólnopolskiego Konkursu „Polska droga, chłopska droga". Te wszystkie dokonania doceniło Stowarzyszenie Autorów Polskich i w czerwcu 2004 roku zaproponowało pani Jadwidze objęcie funkcji prezesa SAP w regionie radomskim.
     - Nie przyjęłam propozycji, bo wiem, że nie miałabym czasu, aby być prezesem chociaż na piątkę. Mogłabym zasłużyć zaledwie na trójkę, a to zbyt mało. Teraz chciałabym poświęcić czas na przygotowanie własnego tomiku poezji. Jego wydanie kosztuje co najmniej trzy tysiące złotych. Jest to dla mnie duża suma, ale mam nadzieję ją zdobyć. Wydane tomiki są bowiem warunkiem przyjęcia do Związku Literatów Polskich. Jak na razie mam swój udział tylko w czterech zbiorczych almanachach poetyckich - mówi pani Jadwiga.
     Tworzenie poezji nie jest jednak jedyną pasją Pani Jadwigi. Ma doskonały słuch i od dziecka śpiewa w chórze katedralnym. Ostatnio odkryła w sobie nowy talent - rysowanie.
     - Zachęcam wszystkich, nie tylko niepełnosprawnych, aby odnaleźli w sobie talent. Każdy ma jakieś zdolności, tylko musi chcieć je odkryć i rozwijać. To daje dużo szczęścia i poczucie, że jest się komuś potrzebnym.

Na podstawie artykułu Magdaleny Sulich-Kosiec zamieszczonego w dodatku do radomskiego „Echa dnia” - „Słoneczna jesień", 26 listopada 2004 r.

Jadwiga Wodzyńska-Bujak
ZADUMA W CZARNOLESIE

Stary staw - grobla - rzęsą zapomnienia - duma.
- Jan Kochanowski -
przegląda się w tafli wody zastygłej
czasem historii - wieków ...!
Czamolas - Muzeum - Park
stare drzewa - wiekowe - lipy - dęby!
Atmosfera jesiennej zadumy otacza - trwa!
Zamykam oczy - wsłuchana w ciszę - przeszłość.
Słyszę dostojny głos Jana - poety.
„Witam w moich zakątkach - życia"
i prowadzi po wyżłobionych schodach, które wiodą
do Sanktuarium domowego ogniska.
Co Cię tutaj przywiodło? Powiedz -
Czy pragniesz zanurzyć się w echo historii
Królewskiego Żywota?
- spojrzeć na fraszki igraszki pełne dowcipów
- posłuchać żałości kamiennej - trenów?
Zajrzeć w serce miłości i rozterek życia?
a może wraz za mną zanucić pieśni chwały - Bogu -
„Czego chcesz od nas Panie
za Twe hojne dary
Czego za dobrodziejstwa
w których nie masz miary...
Kościół Cię nie ogarnie"
A jesienny złoty liść - musnął moją twarz
i wyrwał z zadumy - romansu historii
z Wielkim Janem Kochanowskim - poetą wieków,
A marzenie i echo trwają!

                       Październik 2004

Kluby literackie, do których należy Jadwiga Wodzińska-Bujak:
- „Łuczywo” w Klubie Środowisk Twórczych „Łaźnia” w Radomiu - prowadzony przed Adolfa Krzemińskiego,
- Klub Twórczości „ŻAR” w Warszawie (sekcja literacka), koordynowany przez Andrzeja Rocha Żakowskiego oraz Irenę Pursę. Konsultantem literackim jest Andrzej Zaniewski,
- Klub „Niedomknięta Szuflada” w Domu Kultury „Igrek” w Radomiu - zajęcia prowadzony przez Walentynę Pawelec.

I Powrót na górę I


Foto - Piotr S. Król

FELIETON

Pani Krysia

     Spotkałem ją po raz pierwszy dwa lata temu, podczas podróży autokarem na kolejną Galę Literacką, tym razem w Muzeum Nałkowskich w Wołominie. Starsza pani, podpierająca się kulą, drobna, szczuplutka, krucha, niczym figurka z porcelany. Obok mnie było wolne miejsce. Zapytała, czy może się dosiąść. Do dziś dziękuję Bogu, że było wolne i że zaszczyciła mnie swoim towarzystwem. Zaczęliśmy rozmawiać. Nie wiem, kiedy minęła podróż. To była chwila. I jak każda chwila - była za krótka, o wiele za krótka...

     Nasze życie jest drogą. Często krętą, wyboistą, czasem zamienia się ona niespodziewanie w bezdroże. Wtedy szukamy intensywnie powrotu na szlak, który nas poprowadzi dalej, w dobrym kierunku. Ludzie, których spotykamy w naszym życiu są, jak drogowskazy. W dzieciństwie powtarzano mi wielokrotnie, abym umiał je odczytywać. Nie bardzo rozumiałem, o co właściwie tu chodzi. Po latach pojąłem. Kilka razy skręcałem w ślepe zaułki życia, bo ktoś mi wskazał taki właśnie kierunek lub też tak odczytywałem ich intencje. Miałem jednak szczęście spotykać na swojej drodze także ludzi niezwykłych, wspaniałych, zadziwiających. Pani Krysia Łagowska do nich z pewnością należy.
     Patrząc na takich ludzi, tych jeszcze z pokolenia Kolumbów i noszących w sobie ich najcenniejsze wartości, zadaję sobie pytanie, co jest w nich szczególnego, co ich wyróżnia spośród współczesnego pokolenia. Na pierwszym miejscu postawiłbym - skromność. Taką naturalną, zwyczajną, piękną skromność. Bez fałszywej kokieterii i łakomej, nie wypowiadanej głośno, prośby o komplementy, względy otoczenia (takich przykładów mamy dzisiaj na pęczki). Na drugim miejscu byłaby odwaga, dzielność w każdej sytuacji, w każdych okolicznościach. Na trzecim - poczucie odpowiedzialności, patriotyzm. Dalej byłoby poczucie humoru - ciepłe i serdeczne. Pani Krysia nosi w sobie bez wątpienia te wszystkie cechy.
     Jest poetką. Pamiętam, jak podczas podróży autokarem powiedziała z uśmiechem - „Wie pan, ja sobie takie rymowanki piszę...". Po jakimś czasie miałem okazję zapoznać się z tymi „rymowankami". Zrobiły na mnie ogromne wrażenie, niektóre - poruszyły do głębi. Szczerością, prawdą, otwartością i oszczędnością frazy. Jak choćby w wierszu „Powstańcza poczta", gdzie dramat kryje się w urwanych słowach, w zniszczonych, nadpalonych listach z tamtych dni. Poetka, naoczny ich świadek, niesie dalej strofy gwałtownie i przedwcześnie urwane: Gajcego, Baczyńskiego i innych. Powinność poety wobec poety, pokora, szacunek - przekuwane w słowa, ku pamięci...
     Zdumiała mnie jej wypowiedź podczas dyskusji na jednym ze spotkań literackich - „Ja się wciąż uczę proszę państwa, ja się wciąż uczę...". Krytycy literaccy twierdzą, że jej poezja staje się coraz dojrzalsza. Przyjmuje te słowa ze skromnością i zapełnia kolejne białe kartki strofami wierszy, które gdzieś po drodze tracą rymy ("już nie są to rymowanki, proszę pana..."), gdzie każdy wers jest cyzelowany i szlifowany jak drogocenny kamień. Jest w wieku, w którym mogłaby „pouczać” innych. Ona woli czerpać wiedzę od innych i stale się rozwijać. Młodość, jak widać na jej przykładzie, ma różne oblicza. Może być także podparta kulą, może mieć siwe włosy i słabnący wzrok oraz serce...
     Poczucia humoru nie brakuje Pani Krysi nigdy. Kiedyś powiedziałem podczas jednego ze spotkań w klubie literackim, że poezja do mnie trafia, kiedy czuję jak wywołuje u mnie latanie „mrówek” po krzyżu. Podczas kolejnego spotkania, po odczytaniu jednego z wierszy Pani Krysi, na jego temat wypowiedzieli się prawie wszyscy obecni. Wysłuchała uwag ze skupieniem, po czym mrużąc figlarnie oczy zwróciła się do mnie z pytaniem - „A ja bym jeszcze chciała wiedzieć, czy panu Piotrowi to coś latało po krzyżu, czy nie?". Krotochwila była przedniej marki, a salwa śmiechu spłoszyła chyba wszystkie gołębie z okolicznych parapetów.
     Pani Krysia jest przede wszystkim poetką. Bardzo dobrą. Poza tym jest matką, babcią, emerytowaną pielęgniarką, niedoszłym doktorem medycyny (studia przerwał nieszczęśliwy wypadek), Warszawianką, przedstawicielką pokolenia Kolumbów... Mógłbym wymieniać tak dłużej. Ale dla nas wszystkich Pani Krysia Łagowska jest drogowskazem na drodze naszego życia. Wskazującym dobry kierunek.

     Kiedy wracaliśmy ze wspomnianej na wstępie wołomińskiej Gali Literackiej, usiedliśmy znów obok siebie. Gadaliśmy, gadaliśmy, gadaliśmy... Pierwszy raz w życiu błogosławiłem korki na drodze do Warszawy. Dzięki nim nasza rozmowa trwała dłużej niż chwilę. Ale była mimo to zbyt krótka, znów zbyt krótka...

I Powrót na górę I


GOŚCINNE ŁAMY

Wiesław Janusz Mikulski
WIERSZE

* * *

zapraszam cię wierszem do mego wnętrza
abyś przyjrzał się moim żyłom
abyś spojrzał na świat moją miłością...

i na wraki moich dni
zapomnianych i trudnych...
abyś uciekał
przed fałszywym szczęściem...

CZY RETORYCZNE PYTANIA

ile wypitych herbat
kaw przy cieście
i przy ćmieniu głowy
ile spojrzeń na śnieg
na wspaniałą szadź
ile rozmów porzuconych
leżących jak liście
jesienią pod drzewami
ile słońca szczęśliwego
jak dziecko
i męczącego jak ból
ile dni za nami
przed nami ile
ile owocu naszej wiosny
i lata gdy jesień wciąż ciężarna życiem
pochyla się, jak wierzba...

LEKCEWAŻĄCY DRUGICH

okopani
w dziuplach widzimisię

nie widzimy siebie

Dlaczego

CZŁOWIEK II

jeśli nie wydoskonalisz swego ducha
jesteś marnym karłem
o pięknych kształtach...

Wiesław Janusz Mikulski - ur. 12 lipca 1959 r. w Ostrołęce. Ukończył teologię w ATK w Warszawie, filologię polską w Wyższej Szkole Humanistycznej im. A. Gieysztora w Pułtusku oraz bibliotekoznawstwo w PSKOiB w Ciechanowie. Obecnie pracuje jako nauczyciel. Dotychczas ukazały się samodzielne zbiory wierszy Mikulskiego: „Ikar” (1995), „Dotykanie nieba” (1997), „Opadanie czasu” (2000), „Krajobrazy ciszy” (2002). Jest współautorem wielu antologii poezji. Wiersze Mikulskiego były publikowane w pismach krajowych i polonijnych, m.in. w: „Poezji dzisiaj", „Magazynie Literackim", „Twórczości” i wielu innych. Jest członkiem Związku Literatów Polskich.

I Powrót na górę I


IMPREZY I SPOTKANIA

„MAGIA SŁOWA”
I edycja konkursu recytatorskiego zorganizowanego przez
Klub Twórczości „ŻAR"

     W dniu 20 listopada 2004 roku, w Muzeum Tyflologicznym Biblioteki Centralnej Polskiego Związku Niewidomych w Warszawie odbyło się przesłuchanie uczestników Konkursu przez członków jury w składzie:
     - Andrzej Chutkowski - przewodniczący jury
     - Elżbieta Boszczak ~ sekretarz
     - Teresa Dederko - członek, dyrektor Biblioteki Centralnej
     - Irena Pursa - prowadząca imprezę

     Po naradzie Jury wyróżniło Panią Jolantę Krawczyk dyplomem laureata i upominkiem. Pozostali uczestnicy otrzymali pamiątkowe dyplomy i upominki ufundowane przez Bibliotekę Centralną i Okręg Mazowiecki Polskiego Związku Niewidomych.
     Na zakończenie przewodniczący jury Andrzej Chutkowski podziękował wszystkim uczestnikom konkursu za trud włożony w przygotowanie się do konkursu, wyraził także nadzieję na jeszcze wyższy poziom i większe zainteresowanie konkursem przedstawicieli środowiska niewidomych i słabo widzących oraz ich przyjaciół, zapraszając jednocześnie do wzięcia udziału w II edycji konkursu w listopadzie b.r. (E.B.)

I Powrót na górę I

LISTY DO REDAKCJI

     Szanowna redakcjo!
     z wielką radością przyjąłem Kwartalnik „Sekrety ŻARu", który sprawił mi miłą niespodziankę. W miarę możliwości redakcji oczekuję dalszych. Jednocześnie cieszy mnie, że nareszcie Klub Twórczości „ŻAR” posiada własne wydawnictwo, tak bardzo potrzebne. Z tej okazji przysyłam gratulacje i życzę coraz ciekawszych wydań. Serdeczne pozdrowienia dla całej redakcji i Klubowiczów.
     Pozwalam sobie przy tej okazji przysłać skromny wiersz poświęcony Petroneli Pawłowskiej, laureatce I Mazowieckiego Konkursu Małej Formy Literackiej w 2001 roku, zmarłej 23 sierpnia 2003 roku.
Z wyrazami szacunku - Jerzy Orczykowski, Łódź

PAMIĘCI PETRONELI PAWŁOWSKIEJ

Geniusz dał ci skrzydła
I myśli złote
Choć pustka i głucho wszędzie
Zadumanie nad losem
Tworzyłaś przepiękne poezje.

Dziś ciebie nie ma
Ja twe wiersze czytam
Idę twym śladem
Płomień jak sztafetę niesie
Rozpalam zarzewie
Wśród wiecznej ciszy
Ty wskazałaś mi drogę...

Od redakcji: Z ogromnym smutkiem i żalem przyjęliśmy wiadomość nadesłaną nam przez Czytelnika - Pana Jerzego Orczykowskiego - o śmierci Petroneli Pawłowskiej. Była laureatką I Mazowieckiego Konkursu Małej Formy Literackiej. Była... i jest. Choć odeszła, jej piękne wiersze pozostały w naszej pamięci oraz na zapisanych, białych kartkach, które z pietyzmem przechowujemy w naszym archiwum. Poeci, pisarze, malarze, ludzie sztuki mają ten szczególny dar, że - choć odchodzą - trwają nadal w strofach wierszy, prozie, w obrazach - trwałych znakach ich talentów. Talentów, których nie ukrywali, lecz dzielili się nimi, jak kromką chleba. Pani Petronelo - dziękujemy, pamiętamy...

I Powrót na górę I

OGŁOSZENIA

V MAZOWIECKI KONKURS MAŁEJ FORMY LITERACKIEJ

     Okręg Mazowiecki PZN przy współpracy Biura Promocji Miasta ogłasza V edycję konkursu na małą formę literacką pod patronatem Burmistrza Dzielnicy Warszawa Śródmieście w kategoriach: POEZJA oraz PROZA.
     Regulamin konkursu oraz karta zgłoszenia na stronie internetowej:
     www.pzn-mazowsze.org.pl/kultura/konkurs.html
     Informacje pod tel.: (0-22) 827 21 30, 892 40 61 termin nadsyłania prac do 30 kwietnia 2005 r. ZAPRASZAMY

I Powrót na górę I


PUBLIKACJA DOFINANSOWANA ZE ŚRODKÓW PFRON
Adres redakcji:
KWARTALNIK KULTURALNY „SEKRETY ŻARu”
(Okręg Mazowiecki PZN)
ul. Jasna 22, 00-054 Warszawa
tel.: (0-22) 827 21 30 (sekretariat), 0 504 784 316 (redaktor wydania)
e-mail: sekretyzaru@pzn-mazowsze.org.pl

Kolegium redakcyjne:
Andrzej Roch Żakowski - redaktor naczelny
Piotr S. Król - z-ca redaktora naczelnego
Irena Stopierzyńska-Siek - sekretarz
Irena Pursa, Andrzej Zaniewski, Iwona Zielińska-Zamora

Współpracownicy: Andrzej Chutkowski, Jadwiga Wodzyńska-Bujak

Korekta - Irena Pursa

Kolportaż: Elżbieta Król, tel. (0-22) 827 78 31,
e-mail: ekrol@pzn-mazowsze.org.pl

Przygotowanie elektroniczne wydania „Sekrety ŻARu”
Piotr S. Król
e-mail - psk-waw@wp.pl

Redakcja techniczna, skład komputerowy, grafika - Piotr S. Król

Uwaga - redakcja nie odsyła nadesłanych tekstów i zastrzega sobie prawo do dokonywania skrótów. Publikacje w kwartalniku są nieodpłatne. Praca w redakcji prowadzona jest na zasadach „non-profit”.

Jeśli uznają Państwo nasze wydawnictwo za godne wsparcia, to będziemy wdzięczni za każdą wpłatę na nasze konto:
Bank PEKAO S.A. II O/Warszawa 06124010241111000002694780
z dopiskiem „Kwartalnik Sekrety ŻARu"

Powrót na górę